TOP

MIĘSOŻERCA NA BRUNCHU, CZYLI WIZYTA W HOTELU BRANT

Dziewczyny namówiły mnie na wizytę kulinarną w hotelu BRANT. Pojechałem na niedzielny brunch. Tak…:) to dopiero brzmi … Wiem:) Chciały abym wprawnym okiem sprawdził, czy kuchnia się nadaje i do tego zapłaciły…..:) Czemu nie.

Nie, żeby na dobre jedzenie trzeba mnie było specjalnie namawiać. Problem jest w czymś innym. W niedzielę przed południem, zazwyczaj, oddaję się tak zwanemu wypoczynkowi biernemu, zwłaszcza jeśli sobotnia noc przeciągnęła się była zbyt długo.

Moje samozaparcie, połączone z niezłomnie silną wolą, wygnało mnie jednak z kanapy i pojechałem do hotelu (na szczęście mam blisko, inaczej w życiu by mnie nie namówiły:)), aby w sposób modny i szykowny połączyć ranek z popołudniem, napełniając jednocześnie brzuch frykasami.

Postanowiłem sobie solennie, aby się nie objadać, ale jednak życie brutalnie weryfikuje takie postanowienia … Zacząłem na ciepło, rosół domowy sobie darowałem, nie dla tego, że coś z nim było nie tak – po prostu tak się złożyło, że wspomnienia soboty nakierowały mój smak na coś bardziej kwaśnego, czyli na świetną ogórkową.

hotel-brant-brunch-009

Po zbilansowaniu równowagi kwasowej organizmu, przeszedłem do konkretów, gdzie pod mój nos i oczy wsunęły się zraziki wołowe w sosie własnym. Zraziki zostały uzupełnione udkiem kurczaka z pieczarkami.

hotel-brant-brunch-010

Nie oparłem się niestety, plackom ziemniaczanym z kwaśną śmietaną. To, że ja zachowywałem się jak dziki mięsożerca nie oznacza wcale, że człowiek nieco bardziej wegetariańsko patrzący na świat, w Brantcie  by się nie pożywił. Lasagna warzywna i ratatuj mają jak dla mnie tylko jedną wadę – nie zawierają mięsa :).

hotel-brant-brunch-008Po tym ciepłym początku poszedłem w kierunku przekąsek zimnych – obowiązkowy śledzik, dorsz w zalewie no i coś co zawsze na mnie działa – swojskie wędliny i pyszne mięsa pieczone. Generalnie plan był piękny, po troszeczku wszystkiego. Ale jak to z planami bywa, wziął w łeb.

hotel-brant-brunch-003

Na szczęście na deser nie starczyło mi już sił. Ostatnim aktem heroizmu było skubnięcie, wywołującego niekontrolowany ślinotok, tortu bezowego.

hotel-brant-brunch-005

Na fontannę czekoladową patrzyłem i patrzyłem. Hmm, nie wypadało wrzucać do niej pieniążka, w końcu byli jeszcze inni goście:) Tak czy inaczej na pewno wrócę.

hotel-brant-brunch-004

Proponuję jednak, aby kolejne brunche były pod hasłem kuchni regionalnych, szef kuchni mógłby się wtedy naprawdę popisać i pokazać co potrafi!

hotel-brant-brunch-006

Redakcja Wedding Sisters Blog.