TOP

MAMO, TATO I ZEŁWICO

Zacznę od tego, że historia lubi się powtarzać – równo rok temu, publikując tutaj swój pierwszy artykuł rozpoczęłam współpracę przy tworzeniu portalu WeddingSisters.pl. Bardzo się cieszę mogąc po krótkiej przerwie wrócić do frajdy, jaką daje bezkarne (w ramach pracy przecież) grzebanie w zdjęciach i tematach ślubnych ;) Ponieważ wtedy notkę napisałam z przymrużeniem oka, tradycji musi stać się za dość i również tym razem będzie pół żartem, pół serio.

Kwestią, która stwarza mnóstwo niezręcznych sytuacji jest sposób zwracania się do rodziców i innych krewnych małżonka. Bez wyraźnego pozwolenia ze strony teściów nie wypada zwracać się per “Ty”, “Pan/Pani” jest zbyt oficjalne. Ogólnie przyjętym standardem jest mówienie: mamo i tato. Problem pojawia się jeśli jednak to mamowanie do, bądź co bądź, obcych ludzi, nie przechodzi Ci przez gardło. Można spróbować formy bezosobowej, ale często wymaga to nie lada językowej gimnastyki. Gdzie więc szukać pomocy?

Sięgnijmy do tradycyjnego, sprawdzonego źródła – staropolskich określeń stopnia pokrewieństwa i powinowactwa! W ten oto prosty sposób rodziców męża bez obaw możesz odtąd nazywać świekrą i świekrem, jego siostrę zełwicą a brata dziewieżem. Idąc dalej tym tropem żona brata męża to jątrew (lub jątrewka) a mąż jego siostry – zełwin :D

Patrząc z drugiej strony – Ty dla szanownego świekrowstwa staniesz się sneszką lub snechą (podejrzewam, że zależy to od poziomu wzajemnej sympatii ;) ), Twój brat dla męża będzie szurzą a siostra świeścią. Mąż świeści to paszenog, a żona szurzy – jątrew. Proste, prawda?

Tak więc szanowne sneszki, zełwice, świeście i jątrwy – witam się z Wami jeszcze raz bardzo serdecznie i przy okazji życzę wszystkiego najlepszego z rozpoczynającym się 2012 roku :)

p.s

Odważycie się spróbować? Czekamy na opis reakcji rodziny!

Źródło foto:
http://www.weddingbycolor.com/mikeandmelissa
http://bridalmusings.com/2012/01/happy-new-year-bridal-musings/

Tiffany! Cartier! Black star! Forst! Gorham! Mów mi o nich wszystko! Mów o nich stale! Gdy dziewczę czasami ma z prawem kłopoty, to nie ma jak diamentów blask! Gdy szef twój do ciebie chce ruszyć w zaloty, niech klejnotem błyśnie, a jak nie, to traci czas! Graj z nim tak gdy hossa trwa, bo gdy przyjdzie bessa, raz dwa, ten bydlak skruszony powróci do żony. Nie ma jak diamentów blask! Słyszałam o związkach, co są platoniczne, lecz lepszy jest diamentów blask! Romanse są trwalsze i bardziej praktycznie, gdy hojny pan milutkiej swej brylancik da! Płynie czas i niszczy nas, a w kościach już łamie ciut, ciut... Na wiek starszej pani najlepszy jest Tiffany! Diamenty!... Diamenty!... Nie imitacje lecz diament! My kochamy ich blask.