TOP

BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRA. BĄDŹ SWOJĄ IDOLKĄ.

Z Kasią ostatni raz widziałyśmy się w Poznaniu na szkoleniu, które prowadziłyśmy dla wyjątkowej grupy fantastycznych dziewczyn. To był listopad, ponad miesiąc temu, a mam wrażenie, że minęło dopiero kilka dni.

Rzadko się widzimy, dzieli nas wiele kilometrów. Staramy się tak często, jak to możliwe pisać do siebie i rozmawiać przez telefon czy też na czatach, ale życie każdą wciąga w swój wir i rytm. Zatem ciągle czujemy duży deficyt we wspólnym spędzaniu czasu i wymianie myśli. Nic więc dziwnego, że gdy spotykamy się na szkoleniu, obie wyglądamy jak zombie :) Nie dość, że wkładamy całe serce i energię w grupę, której chcemy przecież przekazać tyle fantastycznych informacji, to jeszcze same ze sobą mamy tyle rzeczy do obgadania, tyle ścisków do wyściskania i tyle śmiechu do wyśmiania, że po powrocie do domów dochodzimy do siebie przez kolejny tydzień.

Miałyśmy jak zwykle bardzo dużo spraw do przedyskutowania. Nie wiem, jak to się stało, ale w ostatnim czasie obie, niezależnie od siebie, mocno weszłyśmy na ścieżkę edukacji i rozwoju. Żeby było jasne, zawsze dużo czytamy i myślimy, ale teraz jesteśmy obie wręcz w jakimś amoku! Mózgi parują, głowa mała :) Lecimy po kilka książek na raz, wciągamy jedną dziurką od nosa szkolenia, a drugą gazety i internety. Kasia czytała akurat książkę, którą napisała Sophia Amoruso – “#SZEFOWA. Najseksowniejszy prezes świata”. I bardzo bardzo namawiała mnie, żebym ją przeczytała.

Phi! Też mi coś! Ja mam się nabrać na taki głupi tytuł? Albo prezes, albo seksowna. Co ma piernik do wiatraka. Takie tytuły to i ja umiem wymyślać, czyste marketingowe zagranie. Nie dam się na to nabrać.

Ale siostra kazała, to siostra czyta. Niech jej będzie. Zawsze to przynajmniej będę mogła merytorycznie odnieść się peanów nt tej książki. Zatem wzięłam się za czytanie, samo się nie zrobi.

Przeczytałam pół książki i moje myśli były raczej tego rodzaju, że w sumie nic ekstra, naprawdę szkoda mojego czasu. Czytało się jednak na tyle lekko i szybko, że postanowiłam łyknąć całość. Fajnie czasem jest przecież skończyć coś, co się rozpoczęło ;). I gdzieś mniej więcej w 3/4 książki dotarło do mnie, o czym jest ona dla mnie. O czym miała mi przypomnieć i gdzie powinnam postawić wykrzyknik.

Ta książka jest o ZAPIERDALANIU. O tym, że zamulanie jest dobre tylko w dzień po imprezie. Że zamulanie zasadniczo pobieżnie oprócz chwilowego poczucia ciepełka i zadowolenia i lekkiej przyjemności nie daje Ci absolutnie nic innego! Że warunkiem prawdziwego szczęścia, że podstawą dziania się fantastycznych rzeczy w Twoim życiu jest działanie! Tak, zawsze o tym wiedziałam. Ale ostatnio czułam, że gdzieś to ze mnie uleciało, że rozmieniam się na drobne i w dziwny sposób wydeptuję wciąż te same ścieżki.

Jest jeszcze inna bardzo ważna sprawa, o której przypomniała mi autorka książki. Jaka byś nie była, to jesteś wyjątkowa i zajebista. I nie potrzebujesz dopasowywać się do żadnego obowiązującego modelu, czy trendu. Absolutnie wszystko może być Twoim atutem. A im dziwniejszy i inny jest ten Twój atut, tym lepiej dla Ciebie. Najgorszą rzeczą, jaką można sobie zrobić, to próbować być takim jak ktoś inny. Poznaj prawdę o sobie, zakochaj się w sobie i zapierdalaj! Taką i ja mam dla Ciebie radę. I dla siebie. I jak tylko skończyłam czytać tę książę, odpaliłam komputer i siadłam nad tą notką, żeby to wszystko dla Was napisać. I dla mojej kochanej Kasi, która pewnie przeczyta ten wpis w jakimś dziwnym miejscu i czasie, przelotem, na komórce. I na pewno bardzo się ucieszy :)

Już pół roku temu, podczas jednego  z naszych wyjazdowych spotkań mocno obiecywałyśmy sobie powrót do bloga. Piłyśmy wino musujące z malinami, wygrzewałyśmy się na leżakach, plotkowałyśmy, planowałyśmy i wymyślałyśmy, jak to my. Mamy na bloga trochę nowy pomysł. Obie jesteśmy już gdzie indziej, niż rok temu i mamy nową energię do zaoferowania naszym czytelniczkom. Kipiałyśmy od pomysłów, pisałyśmy harmonogram prac. I nic.

Ale jak to się mówi, wszystko ma swój czas. Jeżeli rzeczy dzieją się lekko, jak piórko, to znaczy że wszystko idzie tak, jak powinno. I ta notka dzisiaj też powstała tak lekko. Pół roku trzeba mi było, żebym poczuła to wołanie. Żebym odpaliła edytor i zaczęła pisać. Tekst napisał się sam. Dla Ciebie. Żebyś pamiętała, że wszystko jest w Twoich rękach. I to, jaki jest świat dla Ciebie zależy wyłącznie od tego, jakim on według Ciebie ma być. Na początku było słowo. Pomyśl i powiedz, czego chcesz. I bierz się do roboty, akt kreacji wymaga Twojego działania.

Ściskam!

PS. Mimo, że jestem naprawdę strasznym śpiochem i 8 rano to dla mnie środek nocy, to najbardziej na świecie uwielbiam poranki i ten moment, kiedy słońce dopiero zaczyna się wyłaniać. Myślę, że każdy moment życia może stać się takim właśnie porankiem.

Organizacją ślubów żyję od 2006 roku, prowadząc jedną z pierwszych w Polsce agencji ślubnych 2CYTRYNY. Pomogłam ponad dwustu młodym parom w spełnieniu ich marzeń. Szaleństwa ślubne wyprawialiśmy na łące, w parku, w pałacach, nad jeziorem, nad brzegiem morza, w Polsce i za granicą, w przeróżnych zwyczajnych i mniej zwyczajnych okolicznościach. Tego bloga prowadzę razem już od 2009 roku. To spory kawałek czasu, a jak na internet, to cała era :). W tym czasie odkrywałam też inne obszary realizacji siebie. Na moich szkoleniach i w życiu codziennym zmotywowałam wiele wspaniałych kobiet do tego, aby chciały odszukać w sobie swoje talenty i aby codziennie, z uporem i frajdą kreowały własne życie. I chyba to sprawia mi największą satysfakcję. Działanie i pchanie do działania. I osiąganie, zdobywanie nowych szczytów.