TOP

wymarzyłam sobie ślub w plenerze…

Ślub w plenerze znany nam jest głównie z amerykańskich filmów, gdzie zawsze jest gwarancja pogody, zielonej trawy i urzędników (względnie pastorów, rabinów lub innych), którzy nie stwarzają problemów.

Jako Panna-Młoda-Już-Po próbowałam ten temat przerobić w naszych realiach i z pogodą poszło mi chyba łatwiej…

Byliśmy zdecydowani tylko na ślub cywilny, zatem rozmowy ograniczyły się tylko do urzędów (swoją drogą, w kościele bałabym się nawet zapytać). Oczywiście, usłyszeliśmy, że nie ma takiej możliwości. Dlaczego? Bo nie. Później, prawie upuściłam telefon, gdy pewna Pani Urzędnik poradziła mi wzięcie ślubu w innym terminie niż zrobienie wesela, jeżeli nie pasuje mi przyjechać do USC w dniu imprezy (i wcale nie było w tym ironii).

Fakt, że przepisy pozostawiają możliwość interpretacji, tak aby umożliwić Młodym spełnienie swoich ślubnych marzeń, nie oznacza, że urzędnicy chcą z tej możliwości korzystać. Nie wiem czy powoduje nimi strach przed wyłamaniem się z urzędniczego standardu, zwykły brak życzliwości czy lenistwo (żeby się nie trzeba było ruszać z miejsca). Mam nadzieję, że to niedługo się zmieni. Zwłaszcza, że jak wynika z mojego doświadczenia wynika, ślub w plenerze (zwłaszcza sąsiadującym z miejscem wesela), oprócz tego, że piękny, to jest jeszcze bardzo wygodny i dla Gości i dla Młodych.