Ups. Niewiele pamiętam. I wcale nie z racji wypitego alkoholu, tylko emocjonalnego haju, z powodu którego nie pamiętam również własnego ślubu.
Dopiero kilka tygodni po weselu dowiedziałam się o nieporozumieniu, które moich Goście przypłacili chwilą burczenia w brzuchach. Na stołach stały zamówione przystawki, a obsługa czekała na nas z wyserwowaniem obiadu. Nam się bardzo nie spieszyło (zrobiliśmy po drodze kilka zdjęć) bo wiedzieliśmy, że Gośce mają co jeść. Okazało się jednak (do tej pory nie wiem jak to możliwe), że Goście nie dostali talerzyków do przystawek ponieważ obsługa myślała, że Goście będą je jeść po obiedzie. Skończyło się tym, że Goście jedli ze wspólnych talerzy i nikomu to nie przeszkadzało :)
Potem już poszło płynnie: pierwszy toast, pierwsze sto lat, obiad, gorzko – gorzko, krojenie tortu (zamiast deseru), wyjście na parkiet na pierwszy taniec… i wtedy zerwała się burza, woda wlała się przez drewnianą antresolę, piorun uderzył w transformator i zabrakło prądu… Pierwsza godzina była jednak pełna wrażeń.









Jeden Komentarz
Z nami od: 31 lipca 2009r.
Wszystkich komentarzy: 10
ja proszę o zatrzymanie się na tym gorzko-gorzko, jakieś szczegóły?:)