KIM JESTEM? CZYLI NA CHWILĘ PRZED ŚLUBEM

KIM JESTEM? CZYLI NA CHWILĘ PRZED ŚLUBEM

Dzisiaj będzie bardzo refleksyjnie i poważnie i tak ma zostać.

Zainspirował mnie wywiad, który ukazał się w Wysokich Obcasach z psychologiem i psychoterapeutą Andrzejem Wiśniewskim. Wywiad traktuje o Wolności w związku. Bardzo go Ci polecam, przeczytasz go >tutaj< bez limitu prenumeraty.

Dodatkową inspirację złapałam na UW. Uczęszczam teraz na Uniwersytecie Warszawskim na bardzo ciekawy dla mnie kurs „Umiejętność prowadzenia dyskusji”. Po wykładzie mamy zawsze warsztaty. Ostatnio odbyła się debata pt: „Kto w obecnych czasach ma lepiej: kobiety czy mężczyźni?”

Dyskusja była bardzo ciekawa, jednak jeden z argumentów, czy też raczej wniosków dał mi dużo do myślenia.

Młodzi ludzie żyją dzisiaj pod ogromną presją społeczno-mediowo-kulturową i rodzinną. O wiele mocniej i bardziej niż ja i moje pokolenie.

My miałyśmy tylko niewyobrażalnie chudą Barbie za wzór piękności, a ponieważ byłam grubą nastolatką, dlatego od razu wiedziałam że długością nóg i szczupłą talią nie dorównam Barbie. Zatem jedyne co mi zostawało, to pomyśleć jak tu mieć takie długie rzęsy jak ona [już mam:)].

Teraz presja na perfect total look, na posiadanie dzieci, rodziny, mieszkania, stabilnej pracy itd. wpływa na kształtowanie się zachowań młodych ludzi. Widzę, że często aby zaspokoić potrzeby zewnętrzne, młodzi ludzie udają kogoś kim nie są.

Idąc za tym tropem i myślą przewodnią z wywiadu z p.Wiśniewskim, zastanawiałam się głośno:

  • Jak wiele par pobiera się pod wpływem ciśnienia rodzin i znajomych?
  • Jak wiele osób nie jest w 100% pewnych, że dokonali dobrego wyboru, ale jakoś to szybko poszło i może jakoś się ułoży?
  • A znowu jak wiele jest osób, które odkryły już w swoim związku, że partner/partnerka udawała na początku kogoś innego, bardziej atrakcyjnego, często w dobrej wierze, aby lepiej się „sprzedać”, a po jakimś czasie ta „skorupka” opadła i okazało się, że jest w związku z zupełnie inną osobą?

Te pytania są retoryczne, jednak skłaniają mnie i może Ciebie do chwili refleksji.

Słucham co mówią otaczający mnie ludzie, czytam różne artykuły i dochodzę do wniosku, że ta presja jest zewsząd i wpływa na wszystkie aspekty naszego życia. Trzeba być piękną dziewczyną, bez zmarszczek, ciągle uśmiechniętą, z pięknym mężczyzną u boku. Wiecznie powinniśmy mieć czas, ja i on. Nasi znajomi też powinni być piękni i szczupli, świetnie ubrani i zawsze gdy nas widzą powinni być szczerze uśmiechnięci, abyśmy mogli dostrzec ich fantastycznie równe i wybielone zęby.

Co my robimy z takim wizerunkiem? Oczywiście wszystko aby wpasować się w tą przestrzeń. Dlatego nawet pół oka nie zawiesimy na chłopaku który ubrał się w sweter i sztruksy… o fuj. Jeśli nasza koleżanka jest gruba jak beczka, to jeśli nie namówimy jej na dietę i ćwiczenia i szybko czegoś z sobą nie zrobi, to w najlepszym razie spotykamy się u niej w mieszkaniu… wszystko dla jej dobra. Selfie zrobimy tylko z tymi ładnymi, szczupłymi i z wyprostowanymi zębami. Od pasa w górę, aby nie było widać brzuszka, naszego, no przecież nie ich… wizerunek ponad wszystko.

Wracamy do domu i co sobie myślimy – oczywiście pod warunkiem że jesteśmy na tyle świadome aby rozmawiać same ze sobą, a nie zagłuszać się muzyką, telewizją, radiem czy filmami. Gdy nadchodzi ta chwila kiedy mówimy do siebie, wnioskujemy, że fajnie byłoby porozmawiać dłużej ze „sztruksowym”, bo w sumie to łebski facet, szkoda że wygląda jak Quasimodo, dawno kogoś tak interesującego nie spotkałam. Kawkę z przyjaciółką mogłam zrobić w mojej ulubionej kawiarni, dlaczego ja się jej wstydzę? W sumie mogłybyśmy wyskoczyć na chłopaków na miasto, byłoby śmiechu co nie miara. Bardzo ją lubię i chcę z nią być, ale jak jej powiedzieć to, co myślę?

Ci plastikowi ludzie z którymi byłam w kawiarni wyglądają super, ale jak ja się wymęczyłam z nimi, gdy musiałam udawać śmiech z ich żałosnych tekstów. itd. itd. itd.

Naprawdę mamy trudne czasy. Nasz wizerunek to jest to, co widzą ludzie i nie chcą, a czasami nie mają czasu zobaczyć w Nas nic więcej. Czasami ja i Ty przeszkadzamy tym ludziom, bo sztucznie kreujemy ten inny wizerunek.

Myślę że tracimy przez to nie tylko siebie samych, ale także możliwość autentycznego obcowania z tymi ludźmi, którymi chcemy się otaczać.  Wtedy, gdy nie jesteśmy perfect,  kiedy nasz wizerunek szwankuje, gdy jesteśmy brzydkie, grube i smutne – potrzebujemy, aby powiedzieli nam, że i tak jesteśmy świetne, ponieważ jesteśmy prawdziwe.

Zależy mi na tym, abyś pozwoliła sobie na chwilę refleksji. Jeżeli wywoła ją ten artykuł – będzie cudownie, będę prze-szczęśliwa. Jeśli inny – też świetnie.

Ważne, aby refleksja dotyczyła takich kwestii:

  • Kim jestem dla innych?”
  • „Czy jestem jedną i tą samą osobą dla wszystkich?”
  • „Czy nie męczy mnie to, kim próbuję dla nich być?”
  • „Czy mogę zrobić jeden krok do przodu i powiedzieć o czymś, co mnie męczy od dawna?” np.:
    • Gdy mój partner kładzie się na kanapie i drapie cały czas po brzuchu. W sumie nic strasznego, ale obrzydza mnie to, potem ciężko wkręcić się w super seksowny klimat wieczorem
    • Gdy moja przyjaciółka co drugie zdanie wtrąca pytanie: zrozumiałaś? Wiem, że to jej nawyk, jednak mi to bardzo przeszkadza

Ograniczenia które blokują nas przed takimi rozmowami są głównie w naszej głowie. Wiem, to trudne. Będzie to mocne, taka rozmowa z samą sobą. Jednak tak samo odświeżająca jak prysznic po ciężkim dniu pracy. Poczujesz ulgę, wyprostujesz się i spojrzysz na siebie innym wzrokiem :).

Trzymam kciuki! A Ty trzymaj za mnie :)

 

  • Bardzo ciekawy artykuł, wart przeczytania i zastanowienia. Niestety w obecnie szybko pędzącym swiecie brak ludziom czasu na chwilę refleksji nad relacjami.

  • Artykuł bardzo przydatny, wywiad też przeczytaliśmy. dzięki za podlinkowanie :)