JAK ZOSTAĆ KSIĘŻNICZKĄ NA WŁASNYM ŚLUBIE?

JAK ZOSTAĆ KSIĘŻNICZKĄ NA WŁASNYM ŚLUBIE?

Kiedy podjęłam decyzję o tym, że otwieram firmę organizującą śluby, zdecydowanie działałam pod wpływem impulsu.  Podczas stypendium, które odbywałam za granicą pracowałam w kwiaciarni.  Miałam dużo szczęścia, bo kocham rośliny i mogłam dzięki tej pasji zarabiać całkiem przyzwoite pieniądze. Suzanne, właścicielka kwiaciarni w początkowej fazie naszej współpracy dawała mi proste zadania. Po miesiącu awansowałam do roli sprzedawcy….hurra, to była moja druga przygoda w życiu ze sprzedażą i nadal nie dostrzegałam w sobie tego ogromnego talentu, który miał objawić się dopiero po 15 latach. Oczywiście objawienie miało spłynąć na mnie, bo inni wiedzieli to od zawsze :).

Po dwóch miesiącach mogłam zacząć urządzać ludziom balkony. To był awans! byłam dumna jak paw. Dawno nie byłam tak szczęśliwa.  Kompletnie nie zauważałam, że ludzie do których przychodzę traktują mnie jak powietrze,  jak kolejnego pomocnika, który coś wykona w ich domu. Nie przeszkadzało mi to, bo istniały dla mnie moje rośliny.  Cudowny czas :).

A jednak niektórzy dostrzegali moje zaangażowanie i pasję, bo otrzymałam kilka pochlebnych opinii. Wtedy Suzanne wtajemniczyła mnie w kolejny etap swojego zawodu, a mianowicie florystykę ślubno-weselną.

Wyobraźmy sobie: połowa lat dziewięćdziesiątych, mimo iż rodziła się demokracja w naszym kraju nadal było szaro buro i ponuro, a jedyne kolory to te, które widniały na balonach ślubnych.  I nagle ja, wśród tysiąca kolorowych, pięknych kwiatów dekorujących kościół. Ta feeria kolorów, kształtów i ….ten zapach. Byłam w bajce. To nic, że to nie ja byłam księżniczką,  kompletnie mi to nie przeszkadzało.

Gdy jeszcze do tego wszystkiego zobaczyłam łzy wzruszenia klientki Suzanne (oczywiście przyjechała aby obejrzeć dzieło zanim zaczęła się szykować do własnego ślubu;)) już wiedziałam co chcę robić w życiu.

Z różnych przyczyn minęło jednak parę lat zanim wróciłam do pomysłu. Bo nie zawsze jest ten właściwy czas, mimo iż pomysł idealnie do Ciebie pasuje.

Tym razem zabrałam się do pracy z taką determinacją, że stworzyłam nie tylko pierwszą w naszym kraju agencję ślubną, podobno z najfajniejszą „energią”, ale także zapoczątkowałam niektóre trendy ślubne,  m.in. zamianę balonów na żywe kwiaty. Zgadnijcie dlaczego? ;))))

Po co opowiadam Wam tą historię?

Dla jednych po to, abyście nie rezygnowali z marzeń, nawet jeśli to jeszcze nie ten czas aby je wdrożyć w życie, a gdy już przyjdzie NIE PODDAWAJCIE SIĘ!

Tym z Was, którzy w tym roku przygotowują się do ślubu chcę powiedzieć, że ludzie którzy Was otaczają w tym dniu, nawet jeśli ich nie zauważacie, bo jesteście w swoim świecie i miłosnym amoku, oni tak samo jak ja tamtego dnia kochają to co robią i czują się jak księżniczki i książęta balu, Waszego Balu! Dlatego jest to tak ważne, aby z uwagą wybrać tę „arystokrację”, bo energia którą się otoczycie w dniu ślubu będzie widoczna w zdjęciach, w filmie, wyczuwalna w muzyce czy kwiatach. Od tych księżniczek i książąt zależy, jaka to będzie energia i czy WY będziecie czuli się jak królowie na Swoim balu. Uwierzcie mi (spędziłam tysiące godzin na „książęcych” balach), to właśnie dzięki temu uczuciu każdy z Waszych gości powie Ci, że nigdy nie był na tak wspaniałym weselu. I to nie przez grzeczność…

PS. My niezmiennie rekomendujemy tych, z którymi pracowałyśmy przez lata. Jeśli szukacie prawdziwej arystokracji, to zaglądajcie do naszego programu Rekomendacji :) http://www.recommend.weddingsisters.pl/

w razie pytań piszcie: office@weddingsisters.pl

Komentarze

  • Małgorzata my też!

  • Pozdrawiam Baaaardzo Serdecznie 😘

  • Z jednej strony to bardzo łatwe ale konkurencja jest duża i nie zawsze da się zachwycić swoją osobą

    • Małgorzata to prawda, czasami zdarza się młode pary przykładają mniejsza wagę do niektórych elementów przygotowań ślubnych, jednak wierz mi że dobry „rzemieślnik” zawsze się obroni:)

  • O tym by zostać księżniczka na własnym weselu marzy chyba każda przyszła panna młoda w końcu to wyjątkowy dzień.

  • Pięknie

  • Marta

    Jak dobrze, że wróciłyście! Uwielbiam Was czytać :)