PODRÓŻ Z RYANAIR DO LONDYNU

PODRÓŻ Z RYANAIR DO LONDYNU

Jesteśmy bardzo zmęczone, ale jednocześnie podekscytowane. Dobrze widać tę mieszankę na naszych selfie z podróży i targów Brides Show :) To nie jest tak, że na co dzień mamy takie głupie miny i alfa na głowie :).

Wróćmy jednak na chwile wstecz, kilka miesięcy temu, kiedy to cudowne i nieocenione wsparcie w podróży do Londynu na ślubne targi zaoferowała nam firma RYANAIR. Zaproszenie z Conde Nast. Przyjęłyśmy w sekundę (pozdrawiamy Chloe :))! Przygotowania, poszukiwanie sprzętu, kamerzystów, dźwiękowca oraz montażysty, trwały…. krótko. Chłopcy z MP Studios nie tylko doradzili, wsparli i pomogli, ale byli przy tym niezwykle skuteczni, mili i jak zwykle profesjonalni. Dzięki!

42targi.londyn

PODRÓŻ

Tak przygotowane, z jak zawsze za małymi walizkami, wyruszyłyśmy w podróż. Nie będę rozpisywać się o tym, że Jola we Wrocławiu odprawiała się 3 razy, bo za każdym razem miała o 1 litr kosmetyków za dużo :), a ja w Warszawie czekałam na Jolę przy odlotach, zaś Jola na mnie przy przylotach i tak sobie godzinę na siebie czekałyśmy w dwóch różnych miejscach :).

Wspomnę delikatnie, że był to pierwszy raz, kiedy nie musiałyśmy jeździć i prowadzić aut, więc toastom za zdrowie WeddingSisters, nie było końca, poczynając od lotniska, kończąc na lotnisku :)

39targi.londyn

podroz.ryanair.2

Wylot o 22.30, przylot o 00.10, autobus o 00.50. Luz. Tylko że Jola postanowiła lepiej poznać się z załogą Ryanair (kolejne pozdrowienia dla świetnych i jakże przystojnych pilotów) i nie tylko dostała się do kabiny, ale też przeprowadziła tam wywiad. Ledwo biegiem za nią nadążałam, dlatego materiał foto głównie zawiera biegnące nogi… oraz ujęcie gdy Jola steruje samolotem.

38targi.londyn 36targi.londyn

No cóż, akcja – reakcja. Nie ma próżni. W zamian za wywiady w kokpicie, przylecieliśmy do Londynu o 00.40. A lotnisko……. hmm, jakby to najlepiej opisać…… okazało się dużo większe, niż przewidziałyśmy. Bieg z bagażami przez płotki zajął nam 50min, przez co odjechał nasz autobus i jak się okazało, był to ostatni….:)

PEŁEN PROFESJONALIZM

Jesteśmy profesjonalistkami, nie tracimy więc ani czasu, ani zimnej krwi. Dlatego Jola biegiem szuka punktu sprzedaży biletów na inne linie autobusowe, a ja również w biegu przekładam dopiero co zakupione karty aby uruchomić telefony i internet.

Podłączone, lżejsze o 130zł, w nowoczesnym i wygodnym autobusie, jedziemy do Londynu, wysiadka dwie stacje metra od naszego hotelu, czyli nie jest tak źle.

10targi.londyn

Docieramy na miejsce o 3.20 (czasu polskiego 4.20), odpalamy mapę miasta, idziemy na przystanek, podjeżdża autobus, wsiadamy. Tu zaskoczenie: kierowca nie sprzedaje biletów, wiec uprzejmie wysiadamy (żadnych awantur nie robiłyśmy, mimo późnej pory).

Wspieramy się wzajemnie ciepłym słowem, jak to się dzisiaj mówi coachujemy się wzajemnie, że takie świetnie zorganizowane i wysportowane dziewczyny, z mapą elektroniczną w ręku, dotrą na miejsce w 35 min. Super. Idziemy w podskokach.

Nawet za bardzo się nie spieszymy, o czym świadczy spora ilość nocnych selfie :).

podroz.ryanair.8 podroz.ryanair.9 podroz.ryanair.10 podroz.ryanair.11

Docieramy do stacji metra, przy której jest nasz hotel. Jest 4.15. I tu zaczyna się przygoda! Kolejna…

Telefon się rozładował….ups…..ale Jola ma wydruk z google maps, spoko. Jak nie my to kto! Damy radę. Idziemy prosto, potem trochę w lewo, potem nie możemy zlokalizować się na wydruku, nagle już wiemy, hurra! Idziemy dalej, skręt w prawo, potem w lewo. Nie widać nazwy ulicy. Stoimy z bagażami w małej ciemnej uliczce, nie wiemy gdzie jesteśmy, telefony rozładowane, nie mamy mapy.

POMOC NADCIĄGA

Ooooo, jedzie śmieciarka, to nasz ratunek! Wysiadają mili panowie, zbliżamy się do nich (zapachu nie da się tą drogą przekazać, więc pominę ten szczegół), długo myślą, w końcu informują nas, że to kompletnie nie w tą stronę. Niestety nie umieli nas sugestywnie przekonać do swoich racji, ale za to przypomniało nam się, że w raz z biletami za 130zł dostałyśmy mapkę pierwszej strefy. O rany!!! Rzucamy wszystko na ziemię i rozkładamy mapkę. Hmmm….. faktycznie, musimy trochę zawrócić, ale nie że od razu w tył naprzód. To byłoby przyznanie się do błędu, może i porażki, do zbytniego zaufania gadżetom. Aby nasza duma i ego nie ucierpiało, idziemy po łuku, czyli kolejne 15min.

Światło, nazwa ulicy, nazwa hotelu, schodki, recepcjonista, klucz, jest 5.00 (6.00 czasu polskiego). Śniadanie wydają do 9.30. Jola próbuje negocjować, ale o tej godzinie słabo jej to wychodzi.

Co nam zostało… prysznic i 3h snu. Gdy się obudziłam, okazało się, że tak jak się położyłam, czyli jedną ręka na czole, drugą prawie na ziemi, lewa noga podgięta pod prawą – to i w takiej pozycji się obudziłam. Wrażenie? Jakby czołg po mnie przejechał :)

DOM SPOKOJNEJ STAROŚCI W LONDYNIE

Ale za to dzięki temu w sobotę wieczór, po całym dniu targów, zamiast balować i zwiedzać Londyn nocą, to my o 20.30 grzecznie leżałyśmy w łóżeczkach, popijając gorącą herbatkę. Jola pod kołderką już śpi, ja wyglądam przez okno, aby sprawdzić, czy jakaś nieokrzesana młodzież nie będzie nam przeszkadzać w naszym śnie. Już wiem co będę robić w domu starców… będę wyglądać przez okno o 20.30 :).

To żeśmy podbiły Londyn nocą! Przynajmniej dwa dni targów możemy zaliczyć do udanych!

28targi.londyn

POWRÓT

Powrót już był dużo spokojniejszy. Obliczyłyśmy czas, wzięłyśmy zapas 1,5h i bez żadnego pośpiechu, metrem, autobusem, dotarłyśmy do lotniska. Wprawdzie znowu okazało się, że Jola ma za dużo kosmetyków! Połowę wzięłam ja, a resztę musiała wyrzucić, ale odprawę przeszłyśmy szybko i bez większych postojów. Zjadłyśmy lunch, przymierzyłyśmy wszystkie okulary w sklepie wolnocłowym i mogłyśmy iść szukać naszego gejta.

4targi.londyn

Jola postanowiła kupić wodę, więc uznałyśmy, że pójdę przodem i zajmę miejsce w kolejce. Tu kolejna przygoda.

Lotnisko jest w przebudowie, wiec do odprawy RYANAIR trzeba dojechać kolejką. Wsiadłam, wysiadłam na właściwej stacji. Przeszłam 2 pietra do góry, znalazłam nasz Gate i stanęłam w kolejce. Mija 5min, 10min, 20min, w momencie gdy gate został otwarty, z rozwianym włosem wbiega Jola. Uff.

Nie była pewna czy ma wsiadać do kolejki? Czy ja wsiadłam? A może się wróciłam, może gdzieś się błąkam? A niestety Jola nie miała zasięgu, więc nie było jak się skomunikować! Zaryzykowała.

A ja w tym czasie już całym swoim ciałem zastawiałam wejście do samolotu, aby przypadkiem nie odlecieli bez Joli.

0targi.londyn

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda…..

Już niedługo relacje z targów i filmy z wywiadami ze świata weddingów! Stay tuned!

Tagged , , .

Lubię ludzi, i chyba ludzie lubią mnie ;) Liczę, że moje porady i uwagi związane z organizacją ślubu przydadzą się Wam, dlatego dzielę się swoim doświadczeniem szczerze i obficie!