JAKIE CZEKAJĄ CIĘ PRZYGODY, JEŻELI NIE PODPISZESZ DOBREJ UMOWY Z MIEJSCEM WESELNYM

JAKIE CZEKAJĄ CIĘ PRZYGODY, JEŻELI NIE PODPISZESZ DOBREJ UMOWY Z MIEJSCEM WESELNYM

Kochani, wpis, który przygotowała KIS o tym, CO POWINNA ZAWIERAĆ UMOWA Z MIEJSCEM WESELNYM, zainspirował mnie do tego, żeby opisać kilka swoich organizacyjnych przygód idealnie pokazujących, jak WAŻNA jest dobra umowa z miejscem weselnym.

Dzisiaj tylko trzy przykłady, ale jak same zobaczycie – niezwykle malownicze :) Kolejność – od najgorszej umowy, do najlepszej :)

1. TEGO NIE BYŁO W UMOWIE

Swojego czasu miałam przekochaną parę, której organizowałam romantyczne i bardzo eleganckie przyjęcie weselne. Zakres moich usług na początku nie był pełen, ponieważ klienci uznali, że część spraw są w stanie załatwić sami (pod względem organizacyjnym i czasowym). Wzięli na siebie m.in. wyszukanie miejsca na przyjęcie i podpisanie umowy. Restauracja wybrana przez nich była położona naprawdę przepięknie – widok na góry i malowniczy taras, na który można wyjść prosto z sali weselnej. Sama restauracja też piękna i elegancka.

Szybko okazało się, że klienci mają ogromne trudności w komunikacji z menedżerką restauracji, która na każdym kroku robiła duże problemy, kompletnie nie interesowały jej potrzeby klientów i… ok, może tyle wystarczy :)

Klienci poprosili mnie zatem o przejęcie kontaktów z panią menedżer i dogranie wszystkich kwestii organizacyjnych, które były związane z restauracją.

Powiem tak – umowa była słaba. To znaczy podsunięta przez menedżerkę i po prostu podpisana przez klientów, którzy jak normalni, uczciwi ludzie zakładali dobrą wolę każdej ze stron.

Po przejęciu kontaktów z menedżerką okazało się, że są duże problemy we wprowadzeniu zmian w menu, godzin serwowania posiłków, sposobu serwowania napojów i posiłków. Okazało się także, że niektóre ceny są horrendalne i ich wysokość nie była niczym uzasadniona (kawa, herbata, śniadanie na drugi dzień i kilka innych).

Największych hitem było jednak to, że ten piękny taras, który tak zauroczył klientów, wcale nie będzie na wyłączność gości weselnych! Na taras prowadzi wyjście z drugiej kuchni i pani menedżer postanowiła obsługiwać na nim turystów. AAAAA!!!!

Klienci załamani. I zaczęła się walka i siłowanie o aneksy do umowy. A o taras negocjacje cenowe – bo okazało się, że owszem, taras możemy mieć na wyłączność, ale za stosowną opłatą. Cena wywoławcza wynosiła kilka tysięcy złotych :). Przystąpiłam do negocjacji i menedżerka zgodziła się na kilkaset zł. Jednakże po konsultacjach z klientami zdecydowaliśmy, że nie będziemy płacić za wyłączność korzystania z tarasu (ponieważ cała ta sytuacja nie była elegancka i postanowiliśmy w to nie brnąć) i zagramy vabanque.

Wesele zaplanowane było na początek kwietnia, a pogoda nie sprzyjała zbyt dużemu ruchowi turystycznemu. W dniu wesela na tarasie ustawiłam na sztalugach tablicę z tekstem witającym gości i Młodą Parę, do tego trochę lampionów ze świeczkami na stołach i ślubne dekoracje. Efekt?? ŻADEN, ANI JEDEN TURYSTA nie rozgościł się na tarasie, bo dzięki tym akcesoriom wszyscy byli przekonani, że restauracja i taras to dzisiaj miejsce imprezy prywatnej :)

2. PRACUJCIE W CIEMNOŚCIACH, ALBO…..

Kolejny hit i hotel rodzinny, gdzie nieczęsto spotyka się standardy hoteli sieciowych (wszystko się może zdażyć). Opis pomniejszych problemów pominę, a skupię się na najbardziej widowiskowym. Dzień przed weselem ekipa dekoratorska weszła do sali weselnej, aby przygotować wystrój (przestrzeń ogromna, pracy huk). Dziewczyny uwijały się jak w ukropie, aż zastał je wieczór. Jak jest wieczór, to jest ciemno – prawda to powszechnie znana. Zatem zapaliliśmy światła.

Nie minęło pół godziny i do sali wtoczył się wściekły i miotający złością wir, wykrzykujący słowa, które ciężko było zrozumieć. Wściekły wir okazał się czerwonym ze złości mężczyzną, który podbiegł do skrzynki z korkami i wyłączył nam prąd!

Po kilku próbach nawiązania kontaktu udało nam się zrozumieć, że pan jest ojcem właścicielki (z którą podpisywaliśmy umowę i wszystko uzgadnialiśmy) i pilnuje on w hotelu oszczędności, „bo jak tak wszystko będziemy marnotrawić i sobie hasać, to ja na chleb nie zarobię”.

Oczywiście chleb to bardzo ważna rzecz, na chleb trzeba mieć, jasna sprawa. Zatem podjęłam negocjacje, współczując jednocześnie panu problemów z zaprowiantowaniem. Udało się ustalić, że uprzejmie Pan Tato pozostawi nam oświetlenie boczne i co czwartą lampę górną :) Z zastrzeżeniem, że będzie tu do nas co chwilę zaglądał, czy przypadkiem nie marnotrawimy prądu zbyt mocno.

3. ALBO KASA, ALBO….

Po wcześniejszych doświadczeniach wiedziałam już, że do umowy trzeba wpisać taras i otoczenie na wyłączność (o ile takie jest :)), dostęp do sali Z OŚWIETLENIEM, aby móc ją udekorować, bezpłatną toaletę i jeszcze kilka innych punktów. Stałam się cerberem umów i mysz nie mogła mi się prześliznąć w gąszczu paragrafów.

Złoty sygnet, lok na na czole, sportowe auto – znacie to? Umowa przedstawiona przez właściciela była niekorzystna dla klientów, zatem od razu przystąpiłam do cięć, zmian i dopisków – wszystko udało się przeprowadzić nadzwyczaj wzorowo, czym byłam zaskoczona.

Ale mój niedosyt w kwestii niespodzianek na szczęście został wyrównany za rok – na jeden tydzień przed weselem. Bo czymże byłaby praca konsultanta ślubnego bez niespodzianek i adrenaliny. Niektórzy naprawdę o mnie dbali pod tym względem.

Przybyłam do hotelu w celu dogrania ostatnich przedweselnych detali, na tak zwany tip top. Na tę okoliczność umówiona byłam z panią menedżerką restauracji. Po przybyciu, pani menedżerka, z bladą miną zaprosiła mnie do sali na rozmowę. I nieśmiało oznajmiła, że pan właściciel pozwolił sobie na podniesienie cen o 10% i należy to teraz, przed weselem wyrównać.

Wow, ale pyszny żart! Zaraz, zaraz, ale mamy przecież lipiec, 1 kwietnia był….3 mce temu! Okazuje się jednak, że pani mówi tak na serio. Wyciągam umowę: „droga pani menedżerko, pamiętam, że taki zapis był w standardowej umowie, ale ja go zmieniłam na taki: podwyżka ceny menu może nastąpić najpóźniej na 30 dni przed rozpoczęciem wesela i nie może być wyższa od stopy inflacji za ostatni rok. Tutaj jest własnoręczny podpis pana właściciela, który tę umowę przeczytał i w takiej formie zaakceptował”.

Niestety to nie był koniec przygody. Przygoda dopiero się zaczynała. Pan właściciel po chwili pojawił się w pokoju i w mojej obecności oznajmił pani menedżerce: „proszę to uzgodnić z tą panią tak, żebym był zadowolony”. Po czym opuścił salę, nie patrząc w ogóle w moją stronę!

Zmierzając do brzegu, bo sprawa trwała prawie 2 godziny: w międzyczasie nawiązałam gorącą linię telefoniczną z moją asystentką, która w ciągu 40 minut znalazła dla nas salę i hotel na 200 osób! (właściciel tego hotelu był przekonany na począku, że to żart :)), wyciągnęłam stosowne przepisy kodeksu oraz poinformowałam o swoich koneksjach w tzw. aparacie sprawiedliwości. Wspomniałam również, że co prawda znajomości w aparacie skarbowym jeszcze nie posiadam, ale z chęcią je nawiążę.

Ostatecznie wesele odbyło się zgodnie z podpisaną rok wcześniej umową, plus jakieś gratisy (nie można tak było od razu?).

Jako wisienkę na torcie dodam jeszcze małe postscriptum: bodajże rok, lub dwa po tych emocjonujących wydarzeniach hotel spłonął. Nie, to nie było na moje zlecenie :).

Nie pamiętam dokładnie tego sformułowania, ale jedna z moich byłych klientek z lubością powtarzała takie mniej więcej zdanie: „umowy podpisuje się jak na wojnę, aby zapewnić sobie pokój”. Amen.

Tagged , , .

Organizacją ślubów żyję od 2006 roku, prowadząc jedną z pierwszych w Polsce agencji ślubnych 2CYTRYNY. Pomogłam ponad dwustu młodym parom w spełnieniu ich marzeń. Szaleństwa ślubne wyprawialiśmy na łące, w parku, w pałacach, nad jeziorem, nad brzegiem morza, w Polsce i za granicą, w przeróżnych zwyczajnych i mniej zwyczajnych okolicznościach. Tego bloga prowadzę razem z Kasią już od 2009 roku. To spory kawałek czasu, a jak na internet, to cała era :). W tym czasie odkrywałam też inne obszary realizacji siebie. Na moich szkoleniach i w życiu codziennym zmotywowałam wiele wspaniałych kobiet do tego, aby chciały odszukać w sobie swoje talenty i aby codziennie, z uporem i frajdą kreowały własne życie. I chyba to sprawia mi największą satysfakcję. Działanie i pchanie do działania. I osiąganie, zdobywanie nowych szczytów. A ponieważ wszystko płynie - nasz blog także się zmienia. Zatem już nie tylko o ślubach, ale i o innych rzeczach, które są ważne dla nas każdego dnia.
  • Warto poczytać, ciekawy temat.

  • Para przed weselem zawsze ma jakieś obawy i wątpliwości, czasami jak widać problemy mogą się pojawić mimo naszych starań. Dobra umowa to podstawa! Warto poczytać.

  • Na pewno warto zapoznać się z tymi informacjami. Nieświadomość często jest przyczyną problemów.

  • Finka

    Zapis o podwyżce cen wg wzrostu inflacji jest klauzulą niedozwoloną, podwyżka cen zawsze powinna być podana kwotowo. pozdrawiam

    • @Finka, dzięki za komentarz, dobrze wiedzieć na przyszłość.

  • super :)

  • Niepoprawna Panna Młoda, te historie to na szczęście tylko kwiatki, zazwyczaj było mniej problemów :). Urszula Dudek, haha, a to ci heca! :). Dorota Rzeźniczak – i bardzo dobrze, tak powinno być zawsze: miło, profesjonalnie i na temat :):) // LOLA

  • Przyznam, że i ja miałam różne obawy związane z wynajmę lokalu, bo niestety bywa różnie. Na szczęście u nas obeszło się bez problemów.

  • czasem dobrze miec taką osobę co by się zajęła slubem. ja znalazłam idealną salę ale zaszła tak ogromna pomyłka ze okazało sie ze to owszem sala taka jest ale w miejscowości o tej samej nazwie 150km od domu. masakra

  • Spodziewałam się horroru, a dzięki językowi wyszło nawet zabawnie ;) Mam nadzieję, że nie będę miała takich przygód. Bo co jak co, ale w życiu nie pomyślałabym o wpisaniu niektórych rzeczy do umowy.

  • Anonim

    @Kamilla święta prawda, jednak wolimy abyście na własnym ślubie nie sprawdzały takich PRAWD :)

  • to prawda

  • Gosia Borowska

    fakt, z niektórymi to trzeba nawet do umowy wpisywać, że toaleta dla gości i szatnia są bezpłatne, bo i za to potrafią zedrzeć :)

  • Bercia kicia

    Podobno więkoszść ludzi nawet nie czyta podpisywanych umów. Pokazujecie ,że warto nie tylko się z nimi zapoznać, ale i walczyć o swoje. Super!

  • Kamillla

    Podobno nic w przyrodzie nie ginie i zła energia wraca do wysyłacza. Co pokazuje powyższy przykład :)