SAVE THE DATE PO RAZ DRUGI

SAVE THE DATE PO RAZ DRUGI

Save the date, czyli przedzaproszeniowa sugestia nierobienia planów, na zachodzie bije rekordy popularności. Trend ten powoli wchodzi też do kanonu polskich zwyczajów ślubnych, i bardzo dobrze. Po raz pierwszy o save the date pisaliśmy już dawno temu, tutaj możecie zobaczyć pierwszą notkę wraz z komentarzami. Dlaczego opcja save the date to dobry pomysł?

Przede wszystkim – po informacji o zaręczynach większość gości automatycznie może  spodziewać się (swoją drogą słusznie) zaproszenia na wesele. Zanim jednak dostaną pięknie wykaligrafowaną inwitację, data ślubu pozostaje dla nich tajemnicą. Wysłanie wstępnego powiadomienia o dacie ślubu to ukłon w stronę gości, którzy chcieliby zrobić plany bardziej odległe niż kilka następnych tygodni. Ostatecznie fakt, że wasz ślub to jedno z najważniejszych wydarzeń w waszym życiu nie oznacza, że reszta gości powinna wstrzymać wszystkie plany w oczekiwaniu na informację o dacie, prawda? Prawda. Drugi plus takiego rozwiązania to brak dziwnej sytuacji  i udawanego zaskoczenia, kiedy zapraszacie kogoś, kto mógł w ciemno stawiać, że zaproszony zostanie.

Na rynku ślubnym dostępny jest cały wachlarz różnych kształtów, wzorów i kolorów, które składają się na save the date – magnesy czy kartki to tylko wierzchołek tej prezaproszeniowej góry lodowej. Co jednak, jeśli budżet nie pozawala wam na dodatkowy wydatek, a pomysł wcześniejszego powiadomienia gości nie daje spokoju? Zróbcie to sami – zdjęcia, własnoręcznie przygotowane i drukowane kartki oddadzą ideę pomysłu równie dobrze, a koszt będzie zdecydowanie mniejszy. Dodatkowym atutem tego rozwiązania jest osobisty akcent, zawsze ceniony w świecie ślubnej masówki. Do dzieła :)

 

Tagged , , , , , , .

Tiffany! Cartier! Black star! Forst! Gorham! Mów mi o nich wszystko! Mów o nich stale! Gdy dziewczę czasami ma z prawem kłopoty, to nie ma jak diamentów blask! Gdy szef twój do ciebie chce ruszyć w zaloty, niech klejnotem błyśnie, a jak nie, to traci czas! Graj z nim tak gdy hossa trwa, bo gdy przyjdzie bessa, raz dwa, ten bydlak skruszony powróci do żony. Nie ma jak diamentów blask! Słyszałam o związkach, co są platoniczne, lecz lepszy jest diamentów blask! Romanse są trwalsze i bardziej praktycznie, gdy hojny pan milutkiej swej brylancik da! Płynie czas i niszczy nas, a w kościach już łamie ciut, ciut... Na wiek starszej pani najlepszy jest Tiffany! Diamenty!... Diamenty!... Nie imitacje lecz diament! My kochamy ich blask.